Granice absurdu

Oto kilka scenek jakie przytrafily nam się w Norwegii:

Scenka nr 1 || Miejsce akcji: Lidl || Bohaterowie: N, Snik, Hinduska_z_Lidla(H), Pani_blondynka_z_Lidla(B), Staff Manager (S&M)

N: Snik idź spytać czy mają rękawy do pieczenia kurczaka
S: eee… nie, Ty idz…
N: no idz już!(N robi duże oczka)
[Snik niechętnie idzie do H]
S: Hi, I’m looking for cooking bags.
H: eee? whaat? O.o
S: COOKING B-A-G-S , you know, to put chicken inside and cook it.
H: O.O whaat?
S: -.- it’s ok, I will find it by myself.

Snik wraca do N, N pyta B. B przynosi plastikową siatke na owoce -.-

[Zrobiliśmy zakupy, ale w samochodzie doszliśmy do wniosku, że zostawimy
im CV na wszelki wypadek]

N: Snik, zanieś im te CV.
S: Nieee…[robi załosną minke i chce się wykręcić od tego głupiego zadania]
N: ”_” (śmierć)

[Snik idzie z powrotem do Lidla]

S: Hi, im looking for Staff Manager.
H: We don’t have cooking bags.
S: … O.o I’m looking for someone in charge of employing.
H: You want someone for cooking?
S: -.- I will find someone else…

[Snik idzie na dalsze poszukiwania pracowników lidla]

S: Hi, I’m looking for Staff Manager
B: He is right there.

S: Hi I have heard that you are staff manager, I’m looking for a job in a warehouse.
S&M: We are looking for people!
S: Thats great!
S&M: Do you speak Norwegian?
S: -.-

[Myśli Snika: czy mówiłbym do Norwega po angielsku, by udowodnić mu,
że znam norweski? -.-]
[W samochodzie: N&S: Ale debile -.-]

———————————————————————————-

Scenka rodzajowa nr 2 || Miejsce akcji: kuchnia || Bohaterowie: My, kupa, inni_Polacy

[Wchodzimy do kuchni zrobić herbatę, inni_Polacy się krzątają robiąc sobie jedzonko, wszędzie leżą małe czarne kupki, nie wiadomo czego…]

S&N: czesc.
P: czesc.
[robimy herbatę, spostrzegamy że stół jest pokryty małymi czarnymi plamkami]
P: Umyliście sobie kubki? Bo jakiś ptak wpadl rano i wszystko nam tu obsrał.
N&S: o.O
N: Jaki ptak?
P: Jakiś czarny.
N: Może sroka? (^^)
P: Nie wiem.
[inny Polak: zero wzruszenia, zaczyna myć ryby, które rzeczony ptak “podziobał”]
[i życie toczy się dalej, nikt nie zwraca uwagi na kupy, które są wszędzie: na stole, podłodze, naczyniach ^^]

Music: The Queen - Flash Gordon Theme ^^ 

Targ rybny

W centrum Bergen codziennie rano odbywa się targ rybny gdzie można kupić świeże ryby i inne morskie badziewia. Łosoś nie kosztuje tutaj takiej fortuny jak w polsce i możemy sobie na niego pozwolić ^^
picture-0091.jpgpicture-009.jpgpicture-007.jpgpicture-011.jpgpicture-010.jpgpicture-012.jpg

mewiątka

Korzystając z weekendu postanowilismy pozwiedzać najbliższą okolicę, efekty widać poniżej. W pobliżu znaleźliśmy całkiem obfite poletko jagód i… gniazdko małych mewiątek oraz całą masę ładnych widoczków.
picture-027.jpgpicture-025.jpgpicture-003.jpgpicture-043.jpgpicture-046.jpgpicture-047.jpgpicture-048.jpgpicture-051.jpgpicture-057.jpgpicture-058.jpgpicture-067.jpgpicture-070.jpgpicture-071.jpg

War, war never changes.

10 km od naszego hotelu znajduje się wielki most, który w czasach II wojny światowej odgrywał niezwykle ważną rolę. Broniło go stadko żołnierzy, po których dziś pozostały jedynie różne działa i tablica pamiątkowa. Most został zdobyty przez Niemców, którzy przebrali się za Brytyjczyków ^^ oto bardzo krótka fotorelacja.
img_2114.jpgimg_2104.jpgimg_2093.jpgimg_2087.jpgimg_2082.jpgimg_2075.jpg

W krainie czubów ^^

Wczoraj, po godzinie 8 przenieśliśmy się do “hotelu”. Miejsce z pozoru wydaje się dość normalne. Jest to zespół obiektów, położonych w sporym oddaleniu od centrum miasta, pomiędzy którymi znajdują się przystrzyżone trawniki i małe zagajniki sosnowe. A teraz część mniej normalna. Hotel, będący typowo robotniczym hotelem, zamieszkałym głównie przez Polaków, znajduje się na I piętrze budynku. Pod nami znajduje się zamknięty oddział dla czubów z problemami (w tym jeden gość 2 m wzrostu, na którego nie można wyglądać z balkonu, bo zaczyna rzucać kamieniami), kawałek dalej zakład penitencjarny „for good guys” (only few murderers), nieco dalej „for bad guys” (lepiej nie myśleć, za co oni siedzą). Oprócz tego – sierociniec, dom opieki i wiele innych budynków, których przeznaczenia nie znamy. Nadal miejsce można uznać za dość normalne, gdyby nie fakt, ze oprócz mieszkańców hotelu nie widzi się nikogo. Żadnych dzieci ani starców, pracowników, nawet zaparkowanych samochodów, świadczących o czyjeś obecności. Wszystko wygląda na opuszczone, ale w niektórych oknach widać zapalone światło. Sceneria prawie jak z Blair Witch Project. Sami nawet czujemy, że zaczynami powoli fiksować (Sniczek to Fox Muller, a N – agentka Scully). Wszystkiego tego dowiedzieliśmy się od naszego landlorda („Our great landlord, please clean the toilet!”). Właściwie cały oprowadzanie zaczyna się od serii ostrzeżeń (nawet samochód parkujemy pod innym budynkiem, bo „if those guys get out and get angry, they will damage the cars. But if you see them it is ok. to say hello and smile, they are not dangerous”). Mamy mały pokoik z łóżkiem, stolikiem i lodówką, dostępne są łazienki i wyposażone kuchnie. Wiemy też jak dotrzeć do miasta i wrócić oraz gdzie znajduje się Lidl, w którym robimy zakupy. Na dzień dzisiejszy nie mamy zbyt wielu sukcesów, jeśli chodzi o pracę. Złożyliśmy CV w kilku miejscach i będziemy czekać na odpowiedzi. Jeżeli ktoś chciałby nasz numer telefonu – proszę pisać na maila jestesmy.w.norwegii@gmail.com. W ogóle uwagi można kierować pod ten adres :)

picture-001.jpgpicture-004.jpgpicture-008.jpgpicture-010.jpgpicture-015.jpgpicture-022.jpgpicture-034.jpgpicture-037.jpg

Przygodę czas zacząć ^^

W tym roku - Norwegia. Dla osób, które nie czytały bloga z ostatnich wakacji - www.islandia.pure.pl :) Z Dąbrowy Górniczej wyjechaliśmy zgodnie z planem w niedzielę, 24 czerwca o 9 do Gdańska, by zostawić Sukona u babci. Po drodze zatrzymaliśmy się w Toruniu. Następnego dnia o 4 udaliśmy się w dalszą podróż, przez Niemcy i Danię. Na autostradzie niemieckiej natrafiliśmy na dziwny konwój, którego nie można było wyprzedzić, pobłądziliśmy też w okolicy Neumunster, a czasu było niewiele. Musieliśmy zdążyć na prom z Hantsholm (Dania) o godzinie 7:30. Do Egersund przypłyneliśmy o 15. Z Egersund do Bergen najkrótsza droga ma okolo 250 km. Drogi są jednak wąskie, jednopasmowe, maksymalna prędkość to 90 km/h, ciągle pojawiają sie ograniczenia prędkości. Jest to ponadto droga między wyspami, ciągle natrafia się na tunele i płynie się aż trzema promami. Do Bergen dotarliśmy o 22. Słowa uznania należą się przede wszystkim alfce :) Dzisiaj przenosimy się do hotelu i zaczynamy poszukiwania pracy. Jadąc przez Norwegię należy: przestrzegać ograniczeń prędkości i zabrać sporo monet na opłaty (koniecznie monety, nie banknoty). Jeśli jednak nie posiada się monet - opłaty można wnieść później, na stacji Esso. Trasa na załączonej mapce :)

mapka.jpg

Nie zrobiliśmy wielu zdjęć ^^’
picture-065.jpgpicture-071.jpgpicture-076.jpgpicture-094.jpgpicture-089.jpgpicture-087.jpg